Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 142 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Marynqa o "Co nas kręci, co nas podnieca" Woodiego Allena

środa, 24 marca 2010 23:32

Co nas kręci, co nas podnieca/Whatever works
W. Allen

Miało być tak: w poniedziałek, po pokazie prasowym, w jakim zamierzałam uczestniczyć, miałam zamieścić na Movielicious swoją recenzję filmu "Co nas kręci, co nas podnieca", a obok opinię mojej przyjaciółki MM (jej recenzja AVATARA wywołała kiedyś niezłą burzę na blogu - pamiętacie?), która owe dzieło widziała kilka miesięcy temu w Madrycie. Niestety, nie mogłam iść na pokaz prasowy i nie zobaczyłam "Whatever Works" (swoją drogą - kto wymyślił ten tytuł ?!?!) - będę więc musiała poczekać aż film wejdzie do polskich kin. Jednak wy, kochani, nie musicie czekać - oto przedstawiam wam głos Marynqi na temat ostatnich poczynań Allena i jej subiektywne i, jak zwykle, interesujące zdanie na temat "Co nas kręci, co nas podnieca" - voila!



O czym jest ten film?
Pamiętacie najlepsze czasy Woody'ego Allena
Manhattan, Annie Hall?
Reżyser i scenarzysta powraca ze swoimi sarkastycznie opowiadanymi
historiami i neurotycznymi postaciami
umieszczonymi w jego ukochanym Nowym Jorku.

Bohaterem opowieści jest około 60-letni, nowojorski mizantrop, Boris Yellnikoff.
Uważa się za geniusza i wyznaje teorię Sartre'a "piekło to inni".
Ciekawym zabiegiem ze strony Woody'ego jest natychmiastowe
nawiązanie kontaktu wzrokowego Borisa z widzem.
Zwraca się do nas, aby rzucać swoje krytyczne uwagi pod adresem
otaczających go kretynów, jak nazywa swoich znajomych.

Tę gorzkawą potrawę Allen nam osładza wprowadzając postać Melodie.
Młodziutka i naiwna, stereotypowa nastolatka z południa,
ląduje pewnej nocy u Borisa pod drzwiami.
Melodie chcąc się wyswobodzić z ciężkiej atmosfery
południowej konserwy trafia do Nowego Jorku w poszukiwaniu wrażeń.
Oczywiście American Dream tak od razu się nie spełnia
i wygłodzone dziewczę bez grosza przy duszy błaga Borisa, żeby przyjął
je pod dach choćby na jedną noc.

Nasz bohater nie jest zachwycony tym pomysłem,
jest wręcz zirytowany i rzuca kilka lepszych komentarzy pod jej adresem.
Ostatecznie jednak pozwoli jej przenocować
i tak rozpocznie się jego udręka, którą będzie nam komentował
podczas trwania całego filmu. A musicie wiedzieć, że mała to tylko początek,
ostatecznie będzie musiał się męczyć jeszcze z jej rodzicami.
Ta dwójka z południa bardzo ubarwi nasze danie główne.
Będziemy świadkami jak odkrywa kilka zaskakujących prawd o sobie
i w wyzwolonym od przesądów New York, New York
zacznie przeżywać swoją drugą młodość.

Polecam ten film na miłe, niedzielne popołudnie.
Szczególnie tym, których kusi wizja spędzenia 92 minut w świecie
przedstawianym przez cyniczno-pogardliwego Borisa Yellnikoffa.
Czasem może zatęsknicie za Allenem jako aktorem i zirytuje Was ta mała,
ale gwarantuję, że nie raz pochichoczecie się z mądrości głoszonych przez bohatera.

Film ma tak pozytywny oddźwięk, że nasza czwórka po jego zakończeniu
została na swoich miejscach. W błogości patrzyliśmy na napisy końcowe,
wsłuchując się w muzyczny akompaniament.

Whatever of this works for you...


MM

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Twój Na Zawsze (Remember Me)

niedziela, 21 marca 2010 20:44

 

Choć nigdy nie przywiązywałem wagi do not przyznawanych filmom na portalach typu imdb czy filmweb (bo średnia jest dla średniaków), to w przypadku Remember Me, które zostało przez użytkowników największego internetowego serwisu kinowego ocenione na 5.9/10, mamy do czynienia z wołającą o pomstę do nieba niesprawiedliwością. Wydaje się oczywiste, że publiczność, wychodząc z fałszywych założeń, nie miała nawet zamiaru dać temu filmowi szans. Co więcej, myślę, że duża część osób, które oddały swój głos na imdb, nie podjęła nawet trudu, żeby ten film obejrzeć.  Co nie znaczy, że nie poszli na niego do kina. Po prostu widzieli tylko to, co dyktowało im uprzedzenie lub wewnętrzny głos alfa-samca: „znów musze k** siedzieć z dziewczyną na jakimś filmie dla c**...i nawet nie dają do niego tych fajnych okularów".

 

                Po pierwsze, wiele osób pewnie zraził fakt, że występuje tu „ten koleś ze Zmierzchu". O ile muszę się zgodzić, że Pattinson w tym filmie bardzie był, niż grał, a Zmierzch to perwersyjna, ocierająca się o pedofilię używka dla matek 13-letnich córek, o tyle w Remember Me pokazał, że jest aktorem z powołania. Chociaż dalej jest tu wynoszony do swojego rodzaju seks-symbolu (tym razem w stylu Jamesa Deana), to wydaje się, że jego grupa docelowa powoli oddala się od różowych dziewczynek z aparatami na zębach i wypierających dorosłość kobiet. Umie przekonać do siebie widza, a tylko to się liczy, przysłaniając ewentualne braki warsztatu.

 

                Po drugie, promocja. Obliczona na nabicie kabzy, bezczelnie ignorująca fakt, że widz może poczuć się oszukany. Sądząc po plakacie oraz polskim tłumaczeniu tytułu, które strzela sobie w kolano, w przypadku Rember Me, przepraszam, Twój na zawsze, mamy do czynienia z kiczem najgorszego gatunku, który można postawić w jednym rzędzie ze szmirami typu Wciąż ją kocham. Przyznam szczerze, że z tego powodu prawie odpuściłem sobie ten film. Tymczasem jest to świetnie zrobione kino, pełne poczucia humoru, ale też tragiczne, zbliżające się do efekciarstwa, ale ostatecznie zawsze zachowujące umiar. Proste, ale nie prostackie. No i świetnie (choć trochę przeciągniete) zakończenie, o którym bardzo chciałbym napisać, ale nie mogę.

 

W każdym razie: dajcie mu szansę.

 

AP


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Oczarowana filmem "Twój na zawsze" !!!!!!!!!!!!!!!

sobota, 20 marca 2010 23:51

Jestem na świeżo po tym filmie, dopiero wróciłam z kina, więc na razie powiem krótko: 5/6. Świetnie wyreżyserowany, bardzo dobrze (!) zagrany - bez sztuczności i banałów, bez efekciarstwa. Mocna i przejmująca historia, która na pewno pozostanie we mnie na długo. Maleńki minus za ostatnią scenę, obrazującą tzw. moment "po". Więcej o filmie już jutro!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Kate Winslet i Sam Mendes - rozstanie po prawie siedmiu latach małżeństwa...

wtorek, 16 marca 2010 14:00

Fabryka Snów w żałobie - ukochana para Hollywood (i moja!), Kate Winslet i Sam Mendes, ogłosiła dziś separację. Winslet to obecnie jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza) i najpiękniejszych aktorek na świecie, a Mendes niewątpliwie zalicza się do grona najbardziej utalentowanych współczesnych reżyserów. Do filmów Mendesa, jak pewnie wiecie, zaliczają się "American Beauty" i "Revolutionary Road". Ten ostatni (który uwielbiam!) przyniósł Winslet Złotego Globa za pierwszoplanową rolę kobiecą. Była to artystyczna para, o dużej wrażliwości, dlatego tym bardziej żal. Niestety, w prawdziwym Hollywood - w przeciwieństwie do tego znanego nam z filmów - nie ma szczęśliwych historii. Szkoda...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Na te filmy szkoda czasu

sobota, 13 marca 2010 0:22

Nostalgia Anioła

2/6
Pretensjonalny kit. Odradzam zwłaszcza tym, którzy kiedyś czytali książkę, na podstawie której powstał.

To skomplikowane

3/6
Nic nowego ani, tym bardziej, ciekawego tu nie znajdziecie. Streep zaczyna rozmieniać się na drobne.......

Prorok
2/6
Nie mam pojęcia za co ten film zbiera światowe nagrody- mnie nie oczarował. Nudny diabelnie i nieco przekombinowany. Polecam inny francuski film powstały w tym samym okresie i poruszający podobny temat: Silent Voices. Ten jest, dla odmiany, odważny, mocny i długo pozostaje w głowie- choć ma też mankamenty.

W Chmurach
2/6
Wiem, że rozsierdzę moją przyjaciółkę, która mi ten film poleciła, ale, mówiąc krótko, acz treściwie- no big deal (wybaczcie amerykanizmy- czasem po prostu najlepiej wyrażają istotę rzeczy). To dzieło z gatunku tych "z przesłaniem"- zwalnianie z pracy jest złe i nieetyczne (tak na wypadek, gdybyście zapomnieli). Filozofię miłości do bliźniego oraz altruizmu w miejsce egoizmu wpaja się widzowi dość łopatologicznie. Poza tym drażni niesamowicie moja imienniczka - Natalie. Scena, gdy wybucha płaczem (?!) raczej mocno żenuje niż wzrusza lub bawi. Plusy? Celne teksty Clooneya i George we własnej osobie. Reszta jest milczeniem.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 23 kwietnia 2017

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O mnie

Natalia Anna, czyli:

absolwentka Iberystyki UW, dziennikarz, redaktor, krytyk filmowy;
miłośniczka kina i wszystkiego, co NIE debilne, durne, pretensjonalne, konserwatywne, kiczowate i wtórne, czyli dobrej literatury, muzyki, teatru, podróżowania (bez aparatu i pstrykania 1325 zdjęć zabytków, pomników etc. a za to w doborowym towarzystwie), smacznego jedzenia, długiego spania i czytania do 3 nad ranem

Moje motto: "Extreme laziness puts your life on hold. Get up and get going!"