Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 786 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Festiwal Filmowy w Wenecji '10 - Sobolewski chwali "Somewhere" Sofii Coppoli

niedziela, 05 września 2010 21:38

Tadeusz Sobolewski obecny na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Wenecji (Biennale di Venezia), miał możliwość obejrzenia najnowszego dzieła mojej ukochanej reżyserki, Sofii Coppoli, filmu SOMEWHERE. Oto zapis jego wrażeń.


"Największym spełnieniem festiwalu jest, jak dotąd, film Sofii Coppoli Somewhere (Gdzieś). Po mniej udanej wyprawie do Francji, gdzie realizowała Marię Antoninę, ten mały film jest powrotem do wielkiej formy Między słowami. Opowieść o kilku dniach życia hollywoodzkiego aktora filmów akcji, Johnny'ego Marco (Stephen Dorff), który zabiera ze sobą na weekend 11-letnią córkę z rozwiedzionego związku, podobnie jak najsłynniejszy film Coppoli, składa się z pustych momentów.



Życie aktora, bohatera tabloidów, jest wiecznym czekaniem, spędzaniem czasu w poczuciu bezużyteczności tego, co robi. Staje się prawdziwe dopiero wtedy, gdy zjawia się jego utalentowana córeczka. Cieszy ją to wszystko, co w jego życiu jest niewolniczą rutyną: apartament hotelowy z basenem, nagły wyjazd do Włoch, gdzie na idiotycznym festiwalu ma odebrać nagrodę Złotego Kotka, pokręcić się przez chwilę na scenie z girlsami i powiedzieć do kamer: Buongiorno a tutti! Ale nie chodzi o basen ani o lody waniliowe podane do łóżka. Córeczka zakochana w ojcu jest z nim dla niego samego. Jej obecność wydobywa pustkę, w jakiej żyje zakontraktowana gwiazda, żywy gadżet popkulturowego przemysłu.

Było wiele obrazów ukazujących takie życie - film Sofii Coppoli narysowany cieniutką kreską jest jednym z najokrutniejszych, najbardziej przejmujących - od pierwszej sceny, gdy Johnny Marco wprost z hotelowego łóżka, półzasypiając, ogląda występ dwóch identycznych tancerek go-go: rozkładają w pokoju składane rury, puszczają muzykę ze starego magnetofonu i wykonują przed nim swój numer. W tym światku wszyscy - niezależnie, czy są gwiazdami, czy towarzyszącymi artystom "groupies" - pracują w usługach. Gwiazdor jest rodzajem służącego, uwielbiany, a równocześnie pogardzany, odbiera obelżywe SMS-y.

Jego sytuację egzystencjalną, jego poczucie wewnętrznego kryzysu symbolicznie oddaje scena w charakteryzatorni, gdzie oblepiają mu głowę białą masą, spod której ukazuje się stara twarz pełna zmarszczek. Aktor we władzy mediów przypomina bohatera horroru znajdującego się we władzy wampira, poddany autodestrukcyjnej sile. Córeczka jest tą, która przywraca go życiu. Ona jedna jest tu prawdziwa i na krótki czas przemienia ojca w człowieka. Kobiety, które z nim śpią, patrzą łakomie na dziewczynkę jak na przyszła ofiarę. Masz już chłopaka? - pytają ją przy śniadaniu.

Miejsca, w których Sofia Coppola kręciła ten film, były jej dobrze znajome. W takich hotelach jak Chateau Marmont mieszkała w dzieciństwie, towarzysząc ojcu reżyserowi. Byłoby nieuprawnione widzieć w Somewhere film autobiograficzny. Jedno wydaje się pewne: ten film jest jak list miłosny do ojca artysty.

Źródło: Gazeta Wyborcza

http://wyborcza.pl/1,76842,8334529,Arcydziela_na_festiwalu_w_Wenecji.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=878530#ixzz0ygYECcuz


Nie wiem, czy zauważyliście, ale już w trailerze widać wiele tych samych motywów, jakie pojawiły się w Między Słowami. No i, oczywiście - co, moim zdaniem, bardzo ważne - za muzykę znów odpowiada francuska grupa Phoenix. Jeszcze nie wiem, czy te wspólne mianowniki to wada, czy zaleta filmu, ale trochę mi żal, że Coppola zdaje się popadać w pewne schematy. Jednak nie wyciągajmy wniosków zbyt pochopnie.
N.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O mnie

Natalia Anna, czyli:

absolwentka Iberystyki UW, dziennikarz, redaktor, krytyk filmowy;
miłośniczka kina i wszystkiego, co NIE debilne, durne, pretensjonalne, konserwatywne, kiczowate i wtórne, czyli dobrej literatury, muzyki, teatru, podróżowania (bez aparatu i pstrykania 1325 zdjęć zabytków, pomników etc. a za to w doborowym towarzystwie), smacznego jedzenia, długiego spania i czytania do 3 nad ranem

Moje motto: "Extreme laziness puts your life on hold. Get up and get going!"